fbpx

Rozmowa z Magdaleną Majcher – autorką powieści „Wszystkie pory uczuć. Jesień”

Magdalena Majcher to autorka poczytnych i lubianych powieści obyczajowych, recenzentka, blogerka i redaktorka. Nasz zespół miał wielką przyjemność po raz trzeci porozmawiać z pisarką i zadać jej kilka pytań dotyczących najnowszej powieści „Wszystkie pory uczuć. Jesień”. Jakich bohaterów tym razem stworzyła Magdalena Majcher? Jak powstawała jej najnowsza książka? Kiedy doczekamy się kolejnej powieści autorki? Odpowiedzi na te pytania znajdziecie poniżej.

22049996_1093229334146334_7286591438847640163_n

Życie Hani to z pozoru bajka. Niepewna siebie dziewczyna z domu dziecka wychodzi za zamożnego i atrakcyjnego wdowca, dostając to, czego nigdy nie miała – dom i rodzinę. Dwadzieścia lat po ślubie wie już jednak, że po napisach „żyli długo i szczęśliwie” nie zawsze jest różowo. Hania czuje się niekochana przez męża, który idealizuje swoją zmarłą pierwszą żonę. Dodatkowo ich nastoletnia córka zaczyna wagarować i oszukiwać rodziców, co zwiastuje problemy. Jakby tego było mało, Hania zaczyna odczuwać dojmująca pustkę, jako pełnoetatowa pani domu. To z pozoru szczęśliwe życie zaczyna ją uwierać. Tej jesieni jednak wszystko ma się zmienić…

Czy Hani wystarczy odwagi aby zawalczyć o siebie i córkę? Jak zmieni się jej życie, kiedy będzie musiała zmierzyć się z bolesną przeszłością? Czy odnajdzie siebie i uchroni swoje małżeństwo przed rozpadem?

„Wszystkie pory uczuć. Jesień” to powieść przede wszystkim o kobiecie poszukującej miłości i akceptacji. Kto według Pani powinien zapoznać się z historią Hani?

Myślę, że tę książkę powinny przeczytać przede wszystkim kobiety, które na co dzień pamiętają o wszystkich, tylko… nie o sobie. Tu nawet nie chodzi o to, czy w życiu naszych mężów jest „ta druga” (w tym przypadku wcale nie kochanka!), czy nasze dzieci są małe i wciąż nas potrzebują, czy może już kroczą własnymi ścieżkami. Każdy potrzebuje odrobiny zdrowego egoizmu i przyjemności. I mam nadzieję, że tę przyjemność zapewni właśnie moja najnowsza powieść.

Tak jak w przypadku dwóch poprzednich wywiadów i książek, taki i tym razem zapytamy: w jaki sposób narodził się pomysł na napisanie „Jesieni”? Co zainspirowało Panią do stworzenia całego cyklu „Wszystkie pory uczuć”?

Zawsze najpierw jest temat, dopiero później dobieram do niego bohaterów, tworzę tło, pojawiają się wątki poboczne. Historia powstania tego utworu jest nieco przewrotna, bo nie dość, że wszystko miało się skończyć na opowieści jesiennej, to jeszcze miała ona być… świąteczną. Z różnych względów zdecydowaliśmy z wydawcą, że zamiast świątecznej będzie powieść jesienna. Dopiero kiedy „Jesień”, której tytuł roboczy brzmiał „Gdy spadają kasztany”, była gotowa i przyszło do wybierania tytułu, postanowiliśmy, że zrobimy z tego cykl czterech książek na cztery pory roku. Od razu bardzo spodobał mi się ten pomysł.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Rozmowa z Magdaleną Majcher – autorką powieści „Stan nie! błogosławiony”

Miłość stanowi w „Jesieni” podstawę do snucia opowieści o skomplikowanym związku Hani i Andrzeja… oraz jego zmarłej pierwszej żony. Musimy przyznać, że jest to bardzo intrygujące „zagranie” fabularne. Czy Hania i Andrzej mieliby szansę na związek, gdyby Kasia nie zginęła w wypadku?

Wierzę, że wszystko, co nas spotyka, jest po coś. Czasem nie potrafimy dostrzec sensu, przysłowiowego światełka w tunelu. Wydaje nam się, że wszystko, co najlepsze, jest już za nami, a wraz z odejściem ukochanej osoby przepadła nadzieja, radość z życia. Katarzyna musiała umrzeć, żeby życiowe ścieżki Hani i Andrzeja mogły się skrzyżować. Chociaż… w pewnym momencie Ewa, teściowa Hani, wprawia naszą bohaterkę w konsternację, przedstawiając swój punkt widzenia w kwestii małżeństwa Andrzeja i Kasi. Więc może jednak?

Magdalena Majcher urodziła się w Czeladzi, a od niedawna mieszka w Katowicach. Jej recenzje, wywiady i artykuły ukazują się regularnie w portalach internetowych i w prasie, a opowiadania są publikowane w czasopismach kobiecych. Prowadzony przez nią blog literacki Przegląd czytelniczy jest chętnie odwiedzany przez internautów.

5

Magdalena Majcher wydała do tej pory cztery powieści: „Jeden wieczór w Paradise”, „Stan nie! błogosławiony”, „Matka mojej córki” oraz „Wszystkie pory uczuć. Jesień”.

„Wszystkie pory uczuć. Jesień” to kolejna intrygująca książka w Pani dorobku, która porusza niezwykle istotny temat macierzyństwa na wielu płaszczyznach (Hania-matka biologiczna, Hania-Daria, Hania-Renata). Jakie znane (lub mniej znane) kobiety matki inspirują Panią do tworzenia nowych historii?

To nie tak, że się kimś inspiruję. Te tematy, portrety, cechy charakteru siedzą w mojej głowie. Jakkolwiek to zabrzmi, interesuję się społeczeństwem. Zawsze widziałam więcej, rozumiałam, co kieruje konkretnym człowiekiem w danej sytuacji. Wykorzystuję swą wrażliwość i radar na ludzkie emocje przy tworzeniu historii. Moje książki są wymyślone od początku do końca, nie pojawiają się tam żadne mniej lub bardziej znane mi kobiety czy postacie z kultury, historii. Oczywiście, są pewne wyjątki – w przyszłym roku ukaże się powieść obyczajowo-historyczna mojego autorstwa. W przypadku tej konkretnej książki sugerowałam się opracowaniami, materiałami źródłowymi czy wspomnieniami, a więc można powiedzieć, że pojawia się w niej subiektywny czynnik ludzki, bo przecież każdy z nas inaczej zapamiętuje dane wydarzenia. Wracając do „Jesieni” – żadna z bohaterek tej książki nie ma swojego pierwowzoru w rzeczywistości. Wszystkie wymyśliłam, od A do Z.

22046878_1093487214120546_6495028172213601102_n-768x292

Pani najnowsza powieść porusza bardzo trudny i ważny społecznie temat – mowa oczywiście o życiu w domu dziecka. Czy przygotowywała się Pani w jakiś specjalny sposób do napisania powieści opartej właśnie na tym wątku?

Tak. Ta powieść dojrzewała we mnie od wielu miesięcy, ale nigdy nie nabrałaby tak wyrazistego kształtu, gdyby nie rozmowy z dyrektorką Zespołu Opiekuńczo-Wychowawczego nr 3 w Sosnowcu. Co więcej, okazało się, że podobnie jak i większość społeczeństwa nie miałam zielonego pojęcia o tym, jak funkcjonują takie placówki i kto w nich przebywa. Dom dziecka kojarzy nam się ze słodkimi bobaskami, które matki porzuciły w szpitalu, ewentualnie sierotami, których rodzice zginęli w tragicznych okolicznościach. Niestety, rzeczywistość jest mniej kolorowa. Tam przebywają zniszczone dzieci i młodzi ludzie wywodzący się ze środowisk alkoholików i narkomanów. To nie są „słodkie bobasy” czekające na rodziców tylko naprawdę trudne, problematyczne dzieci, które bardzo często już w dorosłości powielają błędy swoich rodziców. Trudno jest się wyrwać z tego schematu, udaje się to tylko nielicznym. We „Wszystkich porach uczuć. Jesieni” poznajemy trzy bohaterki domu dziecka, przyjaciółki z dzieciństwa – Hanię, której niby się udało, ale… No właśnie. Poczucie bycia gorszą, „tą z bidula” uniemożliwia jej zaczerpnięcie oddechu pełną piersią. Nie potrafi walczyć o swoje, biernie przygląda się swojemu życiu. Potem mamy Asię, która konsekwentnie pakuje się w związki z mężczyznami z nizin społecznych – narkomanami, alkoholikami, złodziejami, bezrobotnymi. Inaczej nie potrafi. Uważa, że na więcej nie zasługuje. Poza tym przy alkoholiku czuje się bezpiecznie. Oswoiła ten lęk. W końcu w jej rodzinnym domu zawsze wygrywała wódka. Wódka była ważniejsza od córki… No, i mamy Monikę, której właściwie nie poznajemy, bo już nie żyje, a której synek dorasta w domu dziecka i cierpi z powodu alkoholowego zespołu płodowego.

To środowisko jest dla mnie, z punktu widzenia pisarza tak fascynujące – o ile w ogóle mogę tak powiedzieć – że postanowiłam związać się z nim zawodowo na dłużej. Cały cykl „Wszystkie pory uczuć” będzie związany, w mniejszym lub większym stopniu, z domem dziecka. To będzie wspólny mianownik tych wszystkich książek.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Rozmowa z Magdaleną Majcher – autorką powieści „Matka mojej córki”

Czasem syndrom „dziecka z bidula” może być dla kogoś prawdziwie bolesnym piętnem, jednak głównej bohaterce w pewnym stopniu udało się pogodzić ze swoją przeszłością i zaakceptować to, co przyniósł jej los (małżeństwo i rodzicielstwo). Czy to przez swoje pochodzenie Hania nie potrafiła poradzić sobie z toksyczną relacją żona-mąż-zmarła żona?

Tak. Kilka czytelniczek pytało mnie, jak to możliwe, że ona przez prawie dwadzieścia lat biernie przyjmowała to, co przynosił los, nie zająknęła się ani słowem o swoim dyskomforcie, ale kiedy książkę przeczytała pani dyrektor domu dziecka, od razu zrozumiała motywy, które kierowały Hanią. Dla osób znających realia życia ludzi z domu dziecka postępowanie Hani jest jasne. Cóż, Hania od najmłodszych lat żyła w przekonaniu, że jest gorsza. Ta wizja była tak głęboko zakorzeniona w jej psychice, że nawet nie brała pod uwagę, że mogłoby być inaczej. Andrzej podświadomie ją w tym utwierdzał.

ksiazka

Andrzej to niezwykle kontrowersyjna postać – z jednej strony kocha Hanię, z którą stworzył prawdziwą rodzinę, a z drugiej przez wiele lat znęca się nad nią psychicznie, ciągle porównując do zmarłej żony. Czy życie głównej bohaterki nie byłoby łatwiejsze, gdyby odeszła od męża? W końcu o wartości swojej „żyjącej” żony Andrzej przekonuje się dopiero w momencie, gdy ich życie może się diametralnie odmienić.

Myślę, że „znęca się psychicznie” jest tutaj zbyt mocnym określeniem. On „tylko” sugeruje, wspomina, wyrządzając tym samym Hani ogromną krzywdę. Zarówno Hania, jak i Andrzej, powinni się przed laty odciąć od przeszłości, może skorzystać z pomocy psychoterapeuty, aby nauczyć się żyć tu i teraz, bez rozpamiętywania tego poprzedniego życia, kolejno – w domu dziecka i u boku zmarłej żony. On nie odchorował żałoby, utknął w samym jej środku, gdzieś pomiędzy drugim a trzecim etapem. Nie pogodził się ze stratą, nie nauczył się z nią żyć, tak jak i Hania nigdy nie zaakceptowała tego, że została odrzucona przez biologiczną matkę. Te poranione dusze się spotkały. Historia Hani i Andrzeja pokazuje, z jak ogromnym bagażem doświadczeń wchodzimy w nowy związek. Czy Hania powinna była odejść od męża? Nie wiem, być może. Na rozwód zawsze jest jednak czas, ale najpierw trzeba próbować naprawić to, co się zepsuło lub – jak w tym przypadku – nie działało właściwie od samego początku.

Jak według Pani mogłyby potoczyć się losy Hani, gdyby po latach udało jej się nawiązać prawdziwy i trwały kontakt z matką? Czy da się zapomnieć o wielu latach rozłąki, przerażającej samotności i gorzkim poczuciu odrzucenia?

Po lekturze „Jesieni” skontaktowała się ze mną czytelniczka, która wychowała się w domu dziecka. Zawsze boję się wiadomości od ludzi, którzy doświadczyli tego, o czym piszę. Wiadomo – inaczej czyta się książkę, nie znając opisywanych realiów, a inaczej, tkwiąc w nich po uszy. Ta dziewczyna napisała mi: „opisałaś dokładnie moje uczucia, zobrazowałaś rzeczywistość taką, jaka jest, bez przekłamań, to właśnie tak wygląda”. Zwróciła uwagę też na wątek matki. Podobno tak, jak w książce, kończy się niestety większość prób odnalezienia biologicznych rodziców. Jeśli ktoś pił czy zaniedbywał dziecko w tak rażący sposób, że to dziecko zostało mu odebrane, a potem przez dwadzieścia czy więcej lat nie szukał kontaktu… cóż, ci ludzie są już tak zniszczeni, zobojętniali, że im naprawdę jest już wszystko jedno. Ostatnio rozmawiałam z mamą adopcyjną dwojga dzieciaków. Zapytałam, czy ich matka biologiczna nie szuka kontaktu, nie tęskni. Moja rozmówczyni spojrzała na mnie porozumiewawczo i powiedziała tylko „No wie pani, ja bym tęskniła, pani pewnie też, ale ci ludzie…”. Może trudno w to uwierzyć, ale większość z tych rodziców naprawdę ma swoje dzieci głęboko w nosie. Nie przychodzą, nie odwiedzają nie dlatego, że nie mogą, jak wmawia się dzieciom, czy nawet nie, że nie chcą. Im to jest po prostu obojętne. Mają po siedmioro czy ośmioro dzieci, z których większość jest umieszczona w placówkach. Ich losy są im obojętne. Kombinują tylko, za co się dziś napić. Nie twierdzę, że tak jest absolutnie we wszystkich przypadkach, ale w zdecydowanej większości. Odpowiadając więc na Pani pytanie – nie, Hani nie udałoby się nawiązać trwałego kontaktu z matką. Chyba że na zasadzie: „daj mi na wódkę, a ja przez chwilę poudaję, że jestem tobą zainteresowana”. W pewnym momencie jest już po prostu za późno, a dno jest zbyt głębokie.

6a

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Ciąża w życiu kobiety – felieton Magdaleny Majcher

W swojej nowej powieści porusza Pani także inny, ważny i bardzo współczesny temat, a mianowicie internetowy hejt. Jak według Pani powinniśmy przeciwdziałać rozprzestrzenianiu się tego zjawiska w sieci?

Przede wszystkim powinniśmy napiętnować tego typu sytuacje. Mówić o nich, podkreślać, że są złe. Jako rodzice powinniśmy od najmłodszych lat budować w naszych dzieciach poczucie własnej wartości. Dziecko kochane, chciane, świadome tego, ile jest warte, nie zostanie ofiarą tak łatwo jak to odrzucone, któremu rodzice nie poświęcają czasu ani zainteresowania.

Jakie są Pani literackie plany na kolejne miesiące i lata? Kiedy doczekamy się kolejnych książek z cyklu „Wszystkie pory uczuć”?

2018 rok zapowiada się bardzo intensywnie. Najpierw będą trzy powieści z cyklu „Wszystkie pory uczuć”, a potem… coś jeszcze. W „Zimie”, która ukaże się na początku roku, poznamy historię pani Róży, wychowawczyni Hani z domu dziecka.

Powieść „Wszystkie pory uczuć. Jesień” możecie kupić TUTAJ.

Z Magdaleną Majcher rozmawiała Karolina Skoczylas.

3

About the author /


KAROLINA — redaktor naczelna: Częstochowianka z pochodzenia, Łodzianka z wyboru. Zachłanna i szalona kinomaniaczka. Nie boi się nowych wyzwań. Marzy o podróży na kraniec świata. Wyznawczyni maksymy: Chwilo trwaj, jesteś piękna!

Related Articles

Post your comments

Your email address will not be published. Required fields are marked *

+ 17 = 22

Newsletter

Loading

Zapraszamy do odwiedzenia naszych profili w mediach społecznościowych:

Jeśli chcesz o coś zapytać lub zaproponować współpracę, nie wahaj się i napisz do nas.

Facebook

 

Chcesz być na bieżąco z nowymi artykułami i konkursami?

Zapisz się do naszego newslettera.

Czeka Cię wiele niespodzianek!